sobota, 6 grudnia 2014

Posiłki w szpitalu

Impreza firmowa się udała ( co było o tyle ważne, że byłam współorganizatorek:), ubrałam kieckę z Taranko - wyglądałam cholernie amazing, a nazajutrz wylądowałam z Dżemikiem w szpitalu. Jego angina jest oczywistą karą za to, że za dużo czasu spędzałam w pracy...

Karma is a bitch...

Ale dxiś nie o tym. Interesuję się zdrowym odżywianiem, wiem jaki ma ono wpływ na organizm- na zdrowie, na samopoczucie itd. Wg mnie taką wiedzę ( tylko w wersji zdecydowanie bardziej specjalistycznej) powinni mieć w szpitalach.

Jakież było moje zdumienie, jsk zobaczyłam skład wczorajszej kolacji mojego synka: bialy chleb, mielonka i masło. Dziś na śniadanie to samo, tylko z jabłkiem. Ja wszystko rozumiem: cięcia, brak kasy itd. Ale przecież płatki owsiane, czy chleb razowy lub kasza to nie byloby takie wielkie obciążenie szpitalnego budżetu?

Bez pomysłu to wdzystko...

3 komentarze:

  1. ej ej.. prosze mi sie tutaj nie obwinac o spedzenie czasu w pracy na imprezie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety cały aparat państwowy nadaje się do totalnej kasacji. Zus, podatki, politycy oraz wspomniana służba zdrowia. Jakiś czas temu moja mama wylądowała z nowotworem jelita na oddziale gastroenterologii. Jakież moje było też zdziwienie, że dostała na obiad 2 parówki (pełny chemii syf) + 2 kromki białego chleba. Zero warzyw, zero owoców...co prawda co do tego drugiego czasem są takie zalecenia ze względu na błonnika, ale żeby dawać parówki - masakra!

    OdpowiedzUsuń
  3. o matko, koszmar ! ale znam to niestety też z własnego doświadczenia :(

    OdpowiedzUsuń