piątek, 12 grudnia 2014

Myśl jak Polyanna, Aga!


Przeczytałam gdzieś, że mówiąc, iż gorzej już być nie może, prowokujesz los do udowodnienia, jak bardzo się mylisz.

Pisząc poprzedni los jak bardzo jestem biedna w tym szpitalu, sprowokowałam los, który chciał mi powiedzieć: kretynko, przestań się mazgaić, bo nie wiesz co to jest kiepska sytuacja.

W dniu naszego planowego wypisu ze szpitala, zrobiono Dżemikowi dodatkowe badania, których wynik oznaczał jakąś infekcję wirusową. Wkurzyłam się, bo co to znaczy, najpierw mówią ci, że wychodzisz, potem że jednak nie, a dziecko przecież żywe i energiczne, a te resztki anginy to mieliśmy w domu zaleczyć.

Nie minęło parę godzin, jak okazało się, iż decyzja lekarzy była jak najbardziej słuszna: maluch zaczął wymiotować, właściwie przez całą noc robił to bez przerwy, do tego doszła okropna biegunka... Po dobie okazało się, że to rotawirus i właśnie wczoraj o 23.00 zostaliśmy przeniesieni na oddział zakaźny:(

Jest mi tak źle, że przypomniałam sobie taką zabawę z dzieciństwa inspirowaną książką "Polyanna", którą w najbardziej słabych chwilach "uprawiam" do dziś.

Nazywa się to (głupio, ale wymyśliła to autorka, poza tym to książka dla dzieci) zabawą w radość i polega na wymyślaniu pozytywów w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Pamiętam, że jak czytałam tą książkę w dzieciństwie, a szczególnie jak widziałam ten film - bohaterka potwornie mnie denerwowała - NO JAK MOŻNA SIĘ TAK ZE WSZYSTKIEGO CIESZYĆ! CZASEM TRZEBA SOBIE POWIEDZIEĆ, ŻE JEST DO DUPY I SIE NAD SOBĄ POUŻALAĆ!!!

Otóż nie.
Spójrzmy prawdzie w oczy - są pozytywy, tylko trzeba ich bardzo dokładnie poszukać!


1. Rotawirus JEST paskudny, mały baaardzo cierpi, ale dzięki temu, że objawy wyszły w szpitalu, a nie w domu od razu i bez zwłoki otrzymał pomoc medyczną.
2. Dzięki temu szpitalowi spędzamy ze sobą bez przerwy (to już 8. dzień) tyle czasu, co właściwie...nigdy, bo nawet  wakacje, na urlopie nie miałam go tyle dla synka.
3. Odpoczywam od pracy, która dała mi ostatnio się we znaki, oj dała. Mam teraz czas na przemyślenie swojej kariery zawodowej i przyszłości w firmie, która odbiera mi zbyt dużo, niewiele dając w zamian.
4. Nie do uwierzenia jest fakt, ze kiedyś rodzice nawet takich maluchów, jak Dżemik nie mogli przebywać z dziećmi na oddziale. To, że mogę być przy synku w chwili, kiedy mnie najbardziej potrzebuje to prawdziwe błogosławieństwo.
5. Ta choroba uświadamia mi, co jest ważne - starszy syn nie będzie mieć średniej blisko 5.0 na półrocze? Co tam! Najważniejsze, że jest zdrowy, mądry, nie bierze narkotyków i nie ucieka z domu:)
6. Dzięki mężowi mam tu internet, w związku z tym mogę się wypisać na blogu, co już przynosi mi ulgę.
7. "To tylko zły dzień (lub lika dni), a nie całe życie!"


8. Ja jestem zdrowa, dzięki temu mogę zadbać o małego.
9. Dzięki swojemu pozytywnemu myśleniu będę większym oparciem dla dziecka, mały nie może widzieć jak się mażę.

Można? Można! Zmieniam nastawienie - nie mam wyjścia :)

Zgodnie z poniższym:



1 komentarz:

  1. Aga, bardzo mocno trzymam za Was kciuki, zdrówka dla Maluta! Jak ja Cię rozumiem, i te punkty z poprzedniego wpisu, mogłabym sie pod każdym obiema rękami podpisać... "Mama"!, tak! też mnie do do białej gorączki doprowadzało, do tego "matka największy wróg dziecka i personelu szpitalnego" - nie masz takiego wrażenia? WSZYSTKO robimy źle i wszystko nasza wina, ale jesteśmy przydatne, bo dzięki nam personel szpitalny ma mniej roboty ;-) O 6 rano pani sprzątająca spychała nas miotłą z materacy (łóżek nie miałyśmy) i trzeba było sie szybko pionizować, bo za 3 GODZINY obchód ;-)))
    Ale tak, masz rację, pozytywy też można tu znaleźć, a nawet trzeba. Uświadomiłam sobie, że nieważne są pozorne rzeczy, kurz za kanapą, codzienne nerwy i tak dalej... Wiem, że mogę wiele, mam tyle sił, ze nigdy przedtem nie podejrzewałabym się o to (a dodam, że będąc w szpitalu z małym, sama byłam chora + złapałam rota - w domu pewnie płakałabym z bezsilności, w szpitalu chodziłam jak w zegarku). No i tak, jak napisałaś - to tylko kilka dni, a ile dzieci i rodziców spędza w szpitalach całe lata...
    Będzie dobrze, JEST dobrze!
    Trzymajcie się cieplutko, zdrowia, zdrowia i szybkiego powrotu do domku, trzymam kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń